Historia pewnego ręcznika

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami leży małe miasteczko, a w nim ma siedzibę jeszcze mniejsza firma komputerowa. Kiedyś utknąłem w tym miasteczku i podjąłem tam pracę. Żeby nie okazać się gburem, z ciężkim sercem odczekałem kilka dni i zwróciłem uwagę szefowi, że ręcznik w toalecie wymaga zmiany na nowy. Po kilku kolejnych dniach pojawił się nowy ręcznik. Życie wydawało się piękne.

Skończyło się lato, minęła jesień, i zima była w pełni kiedy zrezygnowałem z pracy w małej firmie. Ręcznik pozostał do mojego końca ten sam.

Zdaję sobie sprawę, że jest smutna historia, szczególnie z punktu widzenia biednego ręcznika, z pewnością wisi on tam do dnia dzisiejszego, każdego dnia patrząc na wstające słońce łudzi się nadzieją, że dziś właśnie nastąpi dzień kąpieli.

Z biegiem czasu poznawałem historie towarzyszy niedoli toaletowego ręcznika. Pierwszym było biurko oraz krzesło na którym spędzałem moje marne godziny. Zastanawiała mnie ich oczywista historia, o którą nie musiałem nawet pytać. Trafiły one do małej firmy, gdy szef skończył przedszkole i trafił do szkoły, a rodzice kupili mu biurko i małe krzesełeczko. Biurko to i krzesło miały syndrom bohatera filmu Nieśmiertelny, który nie mógł zginąć - był nieśmiertelny. Ich czas, towarzysze dawno odeszli, a biurko i krzesełko trwały i trwały.

W dalszej części brudnej historii, poznajemy podłogę, która w niewyjaśniony sposób nie była zamiatana lub odkurzana codziennie, lecz w odstępach miesięcznych. Podłogę najbardziej bolało nie to, że jest ona brudna, bo to znosiła z prawdziwą, godną szczerego podziwu godnością, zasługującą na oddzielną opowieść, lecz, to że brud jej przenosił się i rysował pakowane części komputerowe. Paradoksalnie przy odrobinie szczęścia to właśnie części komputerowe były w najlepszej sytuacji bo jako jedyne miały szansę opuścić małą firmę, mimo, że zostały już porysowane i ukurzone, ich największy koszmar dopiero był przed nimi - brzydkie pudełko.

Prawda o brzydkich pudełkach jest taka, że nie rodzą się one brzydkie - w małej firmie, aby zaoszczędzić na kosztach piękne pudełka są pakowane częściami powyżej swojego zamknięcia, uzupełniane papierowymi, foliowymi, można napisać wręcz każdego rodzaju nie organicznymi powstałymi podczas normalnego funkcjonowania gospodarstwa domowego szefa śmieciami, po czym tworząc nieforemne kształty, zaklejane są na kształt trumny szarą taśmą.

Wiele razy jednoczyłem się w bólu i słuchałem marzeń pudełek, o foremnych kształtach, pięknym logu oraz taśmie firmowej, przyklejanej, jeżeli już nie maszynowo to w estetyczny sposób. To były naprawdę piękne marzenia.

Spędziłem długie godziny na rozmowach z ręcznikiem, jak by wyglądała mała firma, gdyby był w niej kosz na śmieci. Teraz wiem, że były to rozmowy czysto akademickie, bo w firmach nie ma miejsca na niepotrzebne rzeczy, wszystko musi czemuś służyć, a jaki sens ma zakup kosza, skoro na przykład to samo można położyć na podłodze? Albo po co kłaść rzeczy do kosza, skoro później trzeba będzie je wyjąć, żeby użyć jako wypełniacz do wysyłanych paczek? Naprawdę teoretyczne rozważania. Można powiedzieć, że kosz dla ręcznika, był jak marzenia o pięknej kobiecie, wymyślonym przyjacielu, albo locie na księżyc.

Jak na ironię w tej historii pojawi się teraz praktykantka. Znalazła się ona w małej firmie, gdyż koszty jej zatrudnienia były mniejsze od normalnego pracownika. Nie można powiedzieć, że była piękna, żeby napisać o niej coś pozytywnego napiszę, mając nadzieję, że papier to przyjmie, że z racji młodego wieku, w momencie, w którym ją poznałem, wyglądała najładniej w całym swoim życiu. Ręcznik od razu się na niej poznał i mówi do mnie:

- To Gliniak.

- Czemu tak sądzisz? - mówię.

- Bro, szef ją werbował na swój obraz i podobieństwo - poczekaj, a sam się przekonasz.

Rzeczywiście, Gliniak to była kopia szefa. Bezużyteczna. Nic nie potrafiła zrobić. Jej życiowym celem była po prostu dalsza bezcelowa egzystencja. Nie chciałem skreślać Gliniaka, myślałem, że może gdzieś głęboko ma swój ukryty potencjał, brak jej tylko okazji, że pokazać swoją dobrą stronę. Lecz i w tym wypadku ręcznik okazał się nieomylny.

Gdy pewnego dnia w małej firmie zdechła mysz i znalazłem ją wśród części komputerowych pomyślałem, że to jest w sam raz okazja dla Gliniaka. Przeniosłem ją i położyłem obok biurka Gliniaka. Opiszę to dokładnie. Zdechła mysz leżała w odległości siedmiu i pół centymetra, z lewej strony dziecinnego biurka i około piętnastu centymetrów od jego przedniej krawędzi, tak by można było zobaczyć ja nie wstając z dziecięcego krzesełka, lecz przechylając się w lewą stronę. Ręcznik oczywiście był zdania, że podnosiłem zbyt wysoko poprzeczkę, że nie daję Gliniakowi szans, że powinienem zamienić zdechłą mysz z myszką komputerową, ale przez szacunek dla myszy prawdziwej odmówiłem.

Pełen nadziei czekałem nowego dnia. Gliniak przyszedł do pracy i po jakimś czasie zaczął jęczeć że coś śmierdzi. Stękał tak okresowo z różnym nasileniem, w różnych odstępach czasowych, przez pięć godzin. Nie wiem na co liczył Gliniak, na podmuch wiatru, dobre chochliki, czy też może czekał na mamę, gdy w końcu zlitowałem się nad myszą i udając zaskoczenie znalazłem ją i wyniosłem na śmietnik.

Morał z tej opowieści jest następujący - wystarczy schrzanić jedną rzecz, a reszta posypie się sama. W książce 'Tao Kubusia Puchatka' Benjamina Hoff'a zostało opisane to jako efekt śniegowej kuli, gdzie tocząc kulkę ze śniegu po pewnym czasie mamy w rękach olbrzymią śnieżną kulę. Podobnie z ręcznikiem - po pół roku służby, dołączyły do niego podłoga, pudełka, nieistniejący kosz.

Przez analogię, jeśli zdecydujemy zadbać o porządek, na moim przykładzie, (bo ja nie mam własnej łazienki), na półce z książkami, w zakładkach internetowych, na pulpicie i teczce z dokumentami, jest realna szansa, że pozytywny efekt ciężkiej pracy i dyscypliny przeniesie się na inne obszary życia, czy też działalności.

Innymi słowy, jeśli zdecydujemy, że nasza kula będzie 'toczona' z ciężkiej pracy, nauki, ćwiczeń i treningów, porządku, bycia 'fair' dla współpracowników - czyli naprawdę taka kulka, jaką każdy chciałby dostać - będziemy przenosić pozytywny efekt, który powinien naprawdę cieszyć i być powodem do dumy i naśladowania.